2014

Fjallraven Classic, trekking, Sweeden

2013

2011

2009

2005 - 2007

2,5 years in Asia

My time in Asia

2007, Through Asia

About the trip
Hong Kong and Macau
East Europe and Home

2006, Work in Taiwan

2005, Work in India

2004

2003 Studies in Spain

2002

Ukraine - Krimea
Work&Travel in USA

1999

Bicycle trips

1996

Work in Austria

30 August 2007

Przez Azję - Tajlandia

 

Ah… Tajlandia!! Wakacje marzeń J to jest jeden z tych krajów gdzie z chęcią bym wrócił. Opinia raju na ziemi jest w pełni zasłużona. I to nie tylko ze względu na piękne plaże, ale też góry, które są na północy i gdzie nie byliśmy niestety. Warunki takie jak w Tajlandii można wprawdzie znaleźć również w innych krajach jednak tam zdecydowanie ludzie są najmilsi. Może o nie jest prawdziwa uprzejmość a jedynie powodowana tym, że turysta zostawia tam duże pieniądze, ale jednak w innych krajach tego nie ma. W Kambodży, Wietnamie, Indonezji, Chinach czy Filipinach turysta z góry jest kasowany przynajmniej podwójnie. Wszędzie ktoś próbuje coś sprzedać na siłę a ludzie kłamią i nie są pomocni a jedynie nastawieni na chwilowy zysk często przez oszukanie turysty. W Tajlandii jest dokładnie odwrotnie. Nawet jak ktoś nie może nic sprzedać nam poleca kogoś innego, inny sklep, inną drogę, szybszy środek transportu nawet jak sam nie zarobi przez to. Niesamowicie wygodne są bilety łączone na przejazdy, czyli kupuje się w jednym miejscu, ale podróżuje dwoma albo trzema środkami transportu jak autobus statek i pociąg w dowolnej konfiguracji w zależności od potrzeby. Czuliśmy się tam naprawdę bezpiecznie i miło. Tam ludzie nauczyli się, że przez bycie miłym turysta w efekcie zostawi więcej pieniędzy niż jak go oszukają na 2 dolary. Komfort i jakość podróżowania po Tajlandii nie da się porównać z żadnym krajem w regionie. Całości dopełniają przepiękne plaże i niskie ceny – oczywiście nie wszędzie. Są rejony gdzie ceny są europejskie, ale na szczęście da się je spokojnie omijać. Po bardzo przykrych doświadczeniach z Indonezji i wydaniu podwójnego planowanego budżetu w Singapurze Tajlandia była idealna. Całe szczęście ze znalazła się tam na naszej drodze, bo sam nie wiem jak by się potoczyły losy wycieczki bez niej. Wjechaliśmy do Tajlandii od południa z Malezji. Zaraz na granicy nauczeni doświadczeniem z Indonezji zaczęliśmy się ostro targować o cenę biletu na autobus. Zaczęliśmy wypytywać innych ludzi wkoło o potwierdzenie informacji uzyskanych od kierowcy, i sprawdzać autobus razem z tabliczkami i rejestracja. Kierowca się tylko z nas śmiał i mówił, że wszyscy wracający z Indonezji tak robią, ale tu nie ma potrzeby. Oczywiści mu nie wierzyliśmy, ale bardzo szybko się przekonaliśmy, że mówił prawdę. W Tajlandii po prostu tak nie trzeba. Zawsze się otrzymuje to, za co się płaci, targować też nie bardzo jest sens (tzn. sens jest zawsze), bo ceny są ustalone a zniżki owszem można, ale w przypadku większej ilości kupowanych biletów lub rzeczy a i tak zniżka nie jest duża. Jest po prostu duży komfort podróżowania. Zobaczcie sami na zdjęciach. Z granicy udaliśmy się prosto spełniać podstawowy plan tej części wycieczki, czyli wypić drinka z kokosa pod poziomo rosnącą palmą na Ko Tao. Zawiózł nas tam luksusowy autobus z białymi skórzanymi siedzeniami, różowym wystrojem i różowymi zasłonkami z falbankami. Michał jeszcze przed wyruszeniem z Tajwanu powiedział, że ten cel nie może ulec zmianie. A później tyle się nasłuchałem o tej palmie, że też mi się udzieliło i stało się to naszym priorytetem J Najpierw po drodze mieliśmy Ko Samui. Trochę większa wyspa bardziej zaludniona i ucywilizowana. Jednak wystarczająco mała, aby wypożyczyć skuter i objechać ją wkoło (40 km). Śmiesznie wyglądaliśmy razem na małym skuterze i z wielkimi plecakami. Na szczęście skuter przetrwał tą próbę wytrzymałości. My nie wytrzymaliśmy… zapakowaliśmy się w taki sposób, że spora część ciężaru wystawała poza tylne koło. Nie trudno się domyśleć, czym to grozi. Pomimo, że próbowaliśmy uważać to nie udało się uchronić od wyskoczenia skutera spod nas dęba i naszego lądowania na plecach za nim. Na ruchliwej drodze i pod górę to już nie jest najbezpieczniejsze, choć teraz brzmi tylko jak ciekawa historyjka. Posiedzieliśmy trochę na jednej wyspie i pojechaliśmy dalej na drugą, w końcu do naszej palmy. Palma nie zawiodła, pomimo, że drinka z kokosa nie wypiliśmy. No cóż, trzeba będzie kiedyś wrócić i nadrobić zaległości. A wracać jest do czego. Wysepka prawie jak z czasopism o podróżach w dziale „wymarzone wakacje”. Naprawdę jest niesamowicie. Przepiękne krajobrazy, czysta woda w wielu różnych odcieniach, palmy, słońce, spokój i odpoczynek. I do tego wcale nie drogo. Po prostu bajka – inaczej nie potrafię nazwać. Chciałbym tam jeszcze wrócić na takie wakacje dłuższe niż parę dni jak tym razem. No cóż, wiele krajów mieliśmy do zobaczenia i nie można było zatrzymywać się za długo w jednym miejscu. Raj trzeba było opuścić po paru dniach i ruszyć dalej do Bangkoku na spotkanie Mamy, Mai i jej koleżanek!! Również warto. Bangkok jest niesamowity miastem. Dla mnie jest to miasto Azjatyckie jednak ze sporym wpływem zachodniej kultury. Idealne miasto na „miękkie lądowanie” w Azji. Bardzo egzotyczne i niesamowicie ciekawe, ale jednocześnie pozwalające się odnaleźć nawet początkującym. Pojechałem na lotnisko odebrać wszystkich i tam okazało się, że dzięki tajlandzkiej biurokracji i małemu niedoinformowaniu ich przygoda mogła się zakończyć jeszcze zanim się rozpoczęła. Okazało się, że wiza na lotnisku dostępna jest tylko dla podróżnych, którzy mają bilety na odlot z Tajlandii. Oni jednak ich nie mieli, bo w planie mieliśmy przejechać lądem do Kambodży, Laosu i Chin. Więc bilety powrotne do Polski mieli wykupione z Hongkongu po miesiącu, co dla urzędników tajlandzkich nie jest dowodem na wyjazd z Tajlandii przed upływem dwóch tygodni. Dużo nerwów było na szczęście się dobrze skończyło. Chyba 4 godziny czekałem na lotnisku aż wyjdą. W tym czasie musieliśmy im kupić bilety autobusowe wyjazdowe do Kambodży, które okazały się nieważne dla kolejnej zmiany urzędników. Były prośby, tłumaczenia, a z ich strony nawet groźby deportacji. Cztery godziny dziewczyny w stresie próbowały coś wymyślić, aby ich od dawna oczekiwana i planowana podróż nie skończyła się w tak tragiczny i przedwczesny sposób. Skończyło się na zakupie fałszywego biletu powrotnego za parę złotych u przedstawiciela na lotnisku, co dla urzędników już było wystarczającym dowodem no wydanie wizy wjazdowej na dwa tygodnie. Ależ była radość jak wyszły!! Zobaczyłem mamę pierwszy raz od ponad dwóch lat!! Zostaliśmy w Bangkoku przez chyba pięć dni zwiedzając i odpoczywając. Tak jak mówiłem, Bangkok jest wyjątkowym miastem. Jest niesamowicie turystyczny i w wielu miejscach można spotkać na ulicy więcej turystów niż lokalnych ludzi. Jest kilka dzielnic gdzie praktycznie wszystko jest przygotowane pod turystykę i to nie zawsze tą czystą. Tajlandia słynie z seks turystyki i wolności seksualnych. Dziewczyny „pracujące” można spotkać wszędzie a często jest nawet ciężko się od nich odgonić. Nocne życie jest jak nigdzie na świecie chyba. Od otwartych barów i ogródków na powietrzu przez dyskoteki i kluby nocne z nagimi dziewczynami lub chłopcami (kto co woli) tańczącymi na rurach, w klatkach lub na klientach i robiących pokazy seksualnych zdolności i sztuczek, aż do pokazów transseksualnych z „masażami” i wszystkim co sobie klient wymyśli. Można bez problemu znaleźć dziewczynę, mężczyznę bądź transseksualistę „do zabawy” i to za niewygórowane cenyJ Ma to oczywiście ciemną stronę… dziewczyny często są zmuszane do prostytucji a różnego rodzaju choroby szerzą się okrutnie. My tylko raz poszliśmy do klubów nocnych zobaczyć słynne pokazy o zagadkowo brzmiących nazwach jak „ping-pong”, „banan”, „ciasto”, „igły” i wiele innych, których całą listę oferowali nam przygodni naganiacze. Sami sobie dopowiedzcie, co to jest a jako wskazówki podam, że są wykonywane przez nagie kobiety i są to pokazy z użyciem intymnych części ciała. Poszliśmy do kilku z takich barów w każdym pijąc jedno piwo. Próbowałem pójść do baru dla gejów, ale … po krótkim zaglądnięciu uciekłem. Jednak Bangkok to nie tylko kluby, ale też niesamowicie bogate świątynie i pałace. Ilość świątyń jest naprawdę imponująca a bogactwo królewskiego pałacu po prostu przygniata. Nigdy nie widziałem tak bogato dekorowanego pałacu dostępnego dla turystów. Chodziłem tam z otwartymi ustami, podziwiając wszystko wkoło. Budynki pałacowe i świątynne wyglądały jak oblane złotem. Cisza i porządek w środku kontrastowały z chaosem i tłumami na zewnątrz, gdzie kierowcy nie za bardzo uważają na pieszych. Nawet nie hamują przed nimi. Jak pieszy nie ucieknie w porę zostanie potrącony. Dobrze, że przez korki prędkość aut nie jest duża. Każde przejście przez ulicą było dla mnie prawie jak każdorazowe ryzykowanie życia. Przez ten ruch i masy przemieszczających się ludzi również rzeka została udostępniona jako transportowa. Pływały po niej „taksówki” i „autobusy”, wożono towary. Podczas całej podróży gorzej tylko było w Iranie gdzie to naprawdę było ryzykowaniem życia. Tam zdarzało mi się stać po kilka minut zanim zdecydowałem się wejść na ulicę. Z Bangkoku zrobiliśmy sobie małą wycieczkę do Ayutaya gdzie były kolejne kompleksy świątyń jednak w zupełnie innym stylu. Mniej odnowione i starsze ale równie ciekawe. Na tym skończyła się nasza wycieczka po Tajlandii. Z Bangkoku pojechaliśmy do Kambodży.


Dreamweaver template by JustDreamweaver.com