2014

Fjallraven Classic, trekking, Sweeden

2013

2011

2009

2005 - 2007

2,5 years in Asia

My time in Asia

2007, Through Asia

About the trip
Hong Kong and Macau
East Europe and Home

2006, Work in Taiwan

2005, Work in India

2004

2003 Studies in Spain

2002

Ukraine - Krimea
Work&Travel in USA

1999

Bicycle trips

1996

Work in Austria

2,5 Roku spędzone w Azji 

 

Mój pobyt w Azji składał się z trzech głównych etapów:

  • 9 miesięcy w Indiach
  • 16 miesięcy na tajwanie
  • 5 miesięcy podróżując przez azję

asia_way

Cała wycieczka i tak długi pobyt w Azji wynikł zupełnie nieoczekiwanie, również dla mnie. Nawet w Najśmielszych planach i rozmyślaniach jak to kiedyś będzie fajnie tak sobie pojeździć po Azji nie przypuszczałem, że spędzę tam aż 2,5 roku. Kolejne plany powstawały w mirę upływu czasu i kończenia się poprzednich. Całość trwała dokładnie 30 miesięcy, podczas, których ani razu nie wróciłem do Polski: 9 miesięcy w Indiach, 16 miesięcy na Tajwanie i 5 miesięcy w podróży powrotnej. W sumie odwiedziłem 16 krajów a ile kilometrów przejechałem pociągami i autobusami to już nie jestem w stanie nawet zliczyć. Początki pomysłu podróżowania po Azji sięgają jeszcze czasów połowy studiów, kiedy wymyśliłem sobie, że złożę dokumenty na praktykę do Japonii a po jej zakończeniu wrócę do Polski koleją trans Syberyjską. Na praktykę się nie dostałem i pomysł upadł przytłoczony sprawami codziennymi i samym studiowaniem. Został podniesiony sporo później dopiero w Indiach, gdy zacząłem szukać kolejnej pracy jeszcze dalej na wschodzie Azji. Impulsem do wyjechania z kraju i przeżycia tak niesamowitej przygody była paradoksalnie praca, z której nie byłem specjalnie zadowolony. Dokładniej to nie sama praca jako wykonywana robota, ale tryb cztero-brygadowy jej wykonywania (praca cykliczna rano, po południu i w nocy), na jaki zostałem w pewnym momencie przestawiony. Brak wolnych weekendów, brak stałego czasu pracy, czyli powolne zanikanie mojego życia towarzyskiego i narastająca w związku z tym frustracja były bezpośrednim powodem wyjazdu. W pewnym momencie miarka się przebrała, trzeba było coś zmienić i to bardzo dużo zmienić. Ponownie znalazłem Aiesec i powiedziałem, że chcę jechać gdziekolwiek a im dalej i bardziej egzotycznie tym lepiej. Proces rekrutacyjny mógłby trwać krócej, ale udało się go jakoś w końcu przejść. Później już wszystko potoczyło się znacznie żwawiej. Szczerze mówiąc liczyłem na Amerykę Południową, ponieważ hiszpański język może być przydatny. Jednak los rzucił mnie w drugą stronę. Powiedziano mi, że najłatwiej i najszybciej mogę wyjechać do Indii. Na drugi dzień po tej informacji już byłem zdecydowany, Indie …. też fajnie … pomyślałem. Szybko wysłaliśmy zgłoszenia do kilku firm i jedna z nich po krótkiej rozmowie kwalifikacyjnej przez Internet mnie zaakceptowała. Systweak miał być moim pracodawcą a miasto Jaipur, o którym nigdy wcześniej nawet nie słyszałem, miał być moim domem przez 6 miesięcy. Taki był początkowy plan. Wyjechać na pól roku i wrócić. Pół roku to wystarczająco długo żeby coś zobaczyć, ale jednocześnie nie nazbyt długo żeby ryzyko było duże. Spotkałem się jeszcze z chłopakiem z Delhi odbywającym praktyki we Wrocławiu, aby trochę wypytać o Indie. Dowiedziałem się, że Jaipur to takie przedmieścia, małe miasto, lepiej jakbym pojechał do dużego miasta jak Delhi czy Bombaj gdzie znajdę wszystko od tradycyjnej kultury do nowoczesności. Jaipur to w ostateczności może być, ale nie znajdę wiele miejsc żeby wyjść wieczorem i też jest biedniejsze i dużo mniejsze i zakończył: jedyne 4 miliony!! To dobrze oddaje Indyjską rzeczywistość, do której trzeba się przyzwyczaić. No i pojechałem… pełen nerwów, niepewności i trochę przerażony, ale pełen ciekawości i niecierpliwości, co tam zobaczę, jak tam jest. Jak już dojechałem i zobaczyłem to jak wiadomo sporo się zmieniło… plany po to są, żeby je zmieniać. Najpierw przedłużenie kontraktu z Systweak o 3 miesiące później wyjazd na Tajwan i powrót lądem przez Azję do Polski. Pomysł powrotu przez Azję powstał właśnie podczas tych ponadplanowych 3 miesięcy. Tak mi się spodobało na emigracji, że postanowiłem ją trochę przedłużyć. Znowu przypomniała mi się Japonia, ale na wszelki wypadek szukałem pracy też na Tajwanie, w Hongkongu i Singapurze – też daleko i wycieczka będzie długa, myślałem. Wypadło na Tajwan. I to był początek spełniania się mojego marzenia ze studiów. Już wiedziałem, że jak się wystarczająco chce to można swoje marzenia zrealizować. Gdybym dostał dobrą pracę po studiach, to nie wiadomo jakby mi się życie potoczyło, ale prawdopodobnie nie spędziłbym wspaniałych 30 miesięcy w Azji. Czyli nie zawsze dobra praca popłaca J  … szkoda ją stracić a może to my tracimy w tym samym czasie o wiele więcej... przynajmniej tak było w moim przypadkuJ Ale jak wiadomo każdy ma swoją drogę. Moja prowadziła tam i już zawsze zostanie ze mną część AzjiJ

Nie mogę powiedzieć żeby zawsze było różowo. Na wyjeździe często zdarzają się trudne chwile, załamania, depresje, zwątpienia w sens wyjazdu. Raz na Tajwanie już byłem bardzo blisko żeby wszystko rzucić i wrócić pierwszym samolotem do domu. Wszystkiego przyczyną jest samotność… wyjechałem sam i to jest najtrudniejsza część. Wprawdzie ludzi poznaje się sporo, przyjaźnie zawiera szybko a w Indiach musiałem się chować żeby mnie nigdzie nie wyciągnęli i dali jeden wieczór spokoju. Ale nie zawsze jest tak. Początki na Tajwanie były bardzo trudne i długie. Kompletna zmiana kultury, otoczenia i pracy. Miałem problemy ze znalezieniem przyjaciół i z odnalezieniem się w nowych realiach. Na szczęście i tu się wszystko dobrze skończyło. 9 miesięcy w Indiach było zupełnie inne. Masa obcokrajowców, kilku polaków a z jednym nawet mieszkałem i pracowałem, nieziemskie prawie otoczenie i kultura, częste wyjścia, imprezy i zabawa. To była czysta przyjemność. Oprócz tego praca, która jednak nie była jak praca, ale też jak ciekawe doświadczenie gdzie się nauczyłem bardzo dużo. Rewelacja. Do tej pory utrzymuję kontakt z wieloma osobami i kilku odwiedziłem podczas mojej podróży.


Dreamweaver template by JustDreamweaver.com